Poszukiwanie sensu życia jest jednym z najstarszych i najdonioślejszych, ale i najbardziej frustrujących zajęć ludzkości. Porażki w tym poszukiwaniu stanowią nie tylko przejaw dzisiejszych kryzysów kulturowych i cywilizacyjnych, lecz należą także do głównych ich powodów. Dzisiejsza sztuka i literatura niejako żywi się nimi. Kiedyś analizując dzieło literackie, należało odpowiedzieć na pytanie: "CO AUTOR CHCIAŁ PRZEZ TO POWIEDZIEĆ"; dziś nawet najwięksi autorzy poszukują jedynie nowych środków wyrażenia beznadziejności życia.
Michał Heller


Kiedy czytam, zawsze mam wrażenie, jakbym jadła. Natomiast potrzeba czytania jest jak nieznośny wilczy głód.

Susan Sontag


Literatura to próba zapisania na jakiś twardy dysk tego, co masz na pulpicie.
Agnieszka Wolny-Hamkało

niedziela, 8 lipca 2012

W cieniu waginalnej klątwy

Mariusz Sieniewicz, Spowiedź Śpiącej Królewny, Kraków 2012


Homo kobietus to jeden z najczęściej opisywanych we współczesnej literaturze gatunków. Pisarze płci obojga opisują, diagnozują, prorokują...- wszystko w kwestii kobietoznawstwa. Że takie popularne? Że jako ideologia pierwszej potrzeby przelewa się już przez brzegi tego pucharu?
I dobrze! Niechaj się przelewa. Namysłu nad stereotypami nigdy dość.

Powieść Mariusza Sieniewicza wpisuje się doskonale w nurt owej powieści demaskatorskiej, mającej oddać głos uciskanej mniejszości (?) - kobietom - i, być może, sprawić, aby przejrzeli na oczy ci, dla których sprawy płci biologicznej i kulturowej, ról kobiecych i męskich, wszystkich damsko-męskich oczywistości są proste jak budowa cepa i nie ulegają zmianom w czasie. 
Nie przejrzą.
Nie dla nich ta książka. Nieprzekonanych raczej nie przekona. Przekonanych w przekonaniach utwierdzi. 
Sieniewicz, podobnie jak Jarosław Kamiński w Rozwiązłej, snuje swą opowieść z kobiecej perspektywy ale czyni to używając innych rozwiązań narracyjnych. Pierwszoosobowym narratorem Spowiedzi jest jej główna bohaterka - Emi - humanozaur z epoki papierozoiku. Swój dyplom polonistki mogła sobie Emi w ... kieszeń wsadzić; pracuje w hurtowni, a po odpracowanej zmianie wraz z BBC (skrótu nie odszyfruję, sami miejcie frajdę) grasuje na fejsie, śledząc podwójne życie rozmaitych Misiów, którzy w świetle dnia są najzwyklejszymi homo erctus. Erectus, dodajmy, nie od postawy wyprostowanej, a od nieustannej erekcji, która przesłania im inne, hmmm...wartości. 
Gdyby najkrócej streścić powieść Sieniewicza, rzec by można: Misiu odstał swoje, Misiu może odejść.
Misiom erectusom już dziękujemy.

Cóż Miś?

Na przykład taki fejsbukowy Loverboj. Zapytany o horyzont lekturowy ("Zanim ten-teges, powiedz mi, Loverboju, jakie ostatnio przeczytałeś książki") wymienia "Kwo wadis", "Harr'ego Wiedźmina", "Pipi Landsztrum z Zielonego Wzgórza" i parę innych.
I nie chce z Loverbojem polonistka ten-teges. Wybredna znaczy.

Albo Miś Endrju - w depresji jak stąd do Bałtyku plaż.
Albo Miś Wiktor - niegdysiejszy aktor awangardowy, dziś doznający orgazmu wyłącznie na dźwięk słowa Polska.
Misiów ci w powieści dostatek.
Co jeden, to ciekawszy.
A obok nich Dziuńdzie.

Cóż Dziuńdzia?

Kobieta. Ha ha. Hi hi. Nie będziesz mieć Misia innego przede mną.
A gdzie Dziuńdzia, tam Miś.
Relikt epoki, w której samicom los jeden przeznaczony: Miałam rozpocząć kolejny rozdział sagi - z Misiem i dzieciórami, z Murakamim czytanym po kilka stronic w wannie, z lekcjami jogi, które pozwalałyby czasami zastygnąć w pozycji lotosu i lekkomyślnie przypalić obiad. Epoki, w której tatko przypomina hotelowego gościa - co miesiąc reguluje rachunek i przedłuża swój pobyt, mamunia zaś uczy zawsze bycia c z y j ą ś córką, żoną, matką, kochanką.

Cóż Śpiąca Królewna?

Chciałam być kimś nieprzypisanym, co w świecie, z którego uciekam, uchodzi za idee fixe...

Spowiedź Śpiącej Królewny pisana jest soczystym aluzyjnym językiem. Mnóstwo w niej odniesień do kultury pop i do wielkiej literatury. Nie ma świętości, której język ów, jęzor giętki i wężowy, nie wywróciłby na nice. Mieliśmy w Dniu Świra Modlitwę Polaka Szaraka - mamy u Sieniewicza modlitwę do Misia Naszego Powszedniego. Mamy jazdę po językowej bandzie, która bardzo trafnie oddaje stan umysłu, ducha i ciała żyjącej w cieniu waginalnej klątwy Śpiącej Królewny aka Rezolutnej Dziuńdzi.
Królewny są najbardziej sfrustrowaną grupą społeczną.
Ale kiedy wyzwolą się z własnej niemocy i mocy Misiów skandujących: "nasz kraj!!!" - odzyskają siłę tak jak odzyskała ją Emi. Miotłę, znaczy. Bo ostatecznie z kokonu o roboczej nazwie Śpiąca Królewna wylągł się motyl marki Czarownica. Odzyskać miotłę, to naprawdę jest coś! Siła jest kobietą.

Tonąca zawsze welonu się chwyta. Wiadomo - Dziuńdzia.
A jak Dziuńdzia marudna - wiadomo: niedorżnięta. Zupełnie jakbym była kłodą drewna w tartaku. Kłodą bezkształtną i czekającą, aż w rękach jakiegoś drwala uzyska właściwą formę.

Powieść Mariusza Sieniewicza trafnie diagnozuje i precyzyjnie opisuje przemiany kulturowe, których jesteśmy świadkami. Uciekając w oniryczną metaforykę, rysując surrealistyczne sceny z narkoleptycznych ataków Emi, ogarnia złożoność i wielowymiarowość zmian, jakie stały i wciąż stają się udziałem kobiet. Także zmian w obrębie języka - Co można powiedzieć, skoro boli mnie własna niewyrażalność.

Dobrze, że tak nośny tekst wyszedł spod pióra mężczyzny.

Teraz kłoda drewna wybiera wolność. Misie, rycerze, ułani, chłopcy malowani - spierdalać pieszo albo na koniach, i to galopem. Nadszedł wasz koniec. Bo miodek wyjedzony i w ulu cisza, bo zamku już nie ma , bo wieża zburzona, a ja nie z waszej bajki królewna ani Zosieńka z okienka...

Amen

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Pokrytykowałbyś trochę...:) Zapraszam

AddThis