Wyczekana.
Przeczytana w ciągu jednego wieczoru.
I mogłam pisać tę recenzję, zaraz, natychmiast, szybciutko, bo wszyscy już napisali, ale... nie mogłam. Nie wiedziałam d l a c z e g o tak wchłania.
Wiedziałam, że przeczytać warto, że trzeba konieczne, ale nie, że pochłonie mnie całkowicie. Bo przecież nic nowego pod słońcem, a jednak nowe wszystko.
Niby polska rodzina niepatologiczna, ale i nie - normalna. Niby wszystko tak, jak zawsze, jak wszędzie, jak u każdego, a jednak punkt obserwacyjny niecodzienny. A punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. W przypadku "Szopki" - od siedziska na drabinie pokoleń. Bo inaczej, gdy bezstronny narrator opowiada nam historię szaloną, inaczej - kiedy oddaje głos bohaterom.
