Od poszukiwania własnej tożsamości można uzależnić się jak od morfiny. Można spędzić życie na wciąż ponawianych próbach dowiadywania się czegoś nowego o sobie. Można umrzeć, nie widząc kim się jest. Można patrzyć w lustro i powtarzać sobie co dnia: ja to ktoś inny.
Odkąd Wielki Łańcuch Bytu rozpadł się na pojedyncze ogniwa, niczym papierowa zabawka na choinkę przygotowana rękami niezbyt sprawnego manualnie dziecka, co dnia konstruujemy swoją tożsamość od nowa. Może nie wszyscy i nie zawsze całkowicie ab ovo, ale na pewno poczucie "chęci bycia sobą", "stania się nareszcie sobą" czy "zrealizowania siebie" towarzyszy wielu z nas od świtu do zmierzchu, od pierwszych burzliwych dni pokwitania, aż po grób.
Konstanty Willeman najpierw przed sobą ucieka, a kiedy zaczyna tracić rozeznanie co do własnej osoby, rozpoczyna szalony pościg za swoim ja.
