[...] MAPA, a już nie BIBLIOTEKA czy LABIRYNT stała się metaforą epistemologiczną współczesności [168].
Dawno nie sięgałam po "książki o książkach". Pochłonięta beletrystyką, lubię od czasu do czasu zapomnieć, że znam warsztat pisarski od podszewki: uciekam od słów struktura, konstrukcja, kompozycja, poetyka.
Chcę poczuć się wyłącznie czytelniczką, której obcowanie z tekstem literackim sprawia przyjemność. Frajdę. Radość.
Daję się uwieść, porwać, omotać.
A potem wracam na upatrzone pozycje, żeby kolejny raz zadać sobie pytanie: dlaczego ten tekst, ta powieść - opowieść znów mnie wessała. Dlaczego uległam? Dlaczego zawiesiłam na kołku ów pakt z autorem i jak pierwsza naiwna dałam się przekonać, że to MIEJSCE istnieje naprawdę. Że to śledztwo nie miałoby szans powodzenia, gdybym nie biegła ulicami niestniejącego miasta ramię w ramię z genialnym detektywem.
Dociekając, trafiam czasem na "książki o książkach", które są niemniej fascynujące, niż fikcja w stanie czystym (czy taka w ogóle istnieje...?)
"Geopoetyka" Elżbiety Rybickiej jest taką właśnie pozycją: sprawiła, że udałam się w podróż, która - jak już zapewne zauważyliście - jest dla mnie wartością samą w sobie. I, jak wynika z rozważań Rybickiej, nie tylko dla mnie...
