Poszukiwanie sensu życia jest jednym z najstarszych i najdonioślejszych, ale i najbardziej frustrujących zajęć ludzkości. Porażki w tym poszukiwaniu stanowią nie tylko przejaw dzisiejszych kryzysów kulturowych i cywilizacyjnych, lecz należą także do głównych ich powodów. Dzisiejsza sztuka i literatura niejako żywi się nimi. Kiedyś analizując dzieło literackie, należało odpowiedzieć na pytanie: "CO AUTOR CHCIAŁ PRZEZ TO POWIEDZIEĆ"; dziś nawet najwięksi autorzy poszukują jedynie nowych środków wyrażenia beznadziejności życia.
Michał Heller


Kiedy czytam, zawsze mam wrażenie, jakbym jadła. Natomiast potrzeba czytania jest jak nieznośny wilczy głód.

Susan Sontag


Literatura to próba zapisania na jakiś twardy dysk tego, co masz na pulpicie.
Agnieszka Wolny-Hamkało

niedziela, 19 października 2014

Anegdota o istnieniu, czyli o opuszczaniu samej siebie

Kto potrafi
pomiędzy miłość i śmierć
wpleść anegdotę o istnieniu
zgarniam brunatne plastry książek
Nasłuchuję brzęczenia słów
pomiędzy miłość i śmierć
wpleść
nikt nie potrafi
Halina Poświatowska

Potrafi! Magdalena Tulli potrafi.
Zgarnęłam brunatny plaster "Szumu" z półki. Wplotła, ach, jak wplotła. Lektura tej niewielkiej objętościowo powieści wyzwala w czytelniku ogrom emocji. To jedna z tych książek, o których Michał Nogaś mawia, że rozpruwają żyły. Oszczędnymi, by nie rzec: ascetycznymi środkami, Tulli odpowiednie daje rzeczy słowo. Rzecz prosta nie jest. Historia dwóch sióstr, które zastygły w magmie obozowych traum oraz ich dwojga dzieci, które ów stan zastygnięcia muszą przyjąć z całym dobrodziejstwem inwentarza, powala, zniewala i... wyzwala.
Narratorka, córka swojej matki, dokonuje prawdziwej wiwisekcji: operacja na żywych emocjach jest precyzyjna i bolesna, ale skuteczna - prowadzi do oczyszczenia i wybaczenia. Kiedy nacisk skalpela okazuje się nie do wytrzymania, oddaje głos matce. Matka mówi niewiele, ale z jej słów odczytujemy biografię osoby, która okrutnie cierpiąc, opancerzyła się tak skutecznie, że nie miały już do niej przystępu dobre emocje i ciepłe uczucia. Być dzieckiem takiej matki, to jak w genetycznej ruletce dostać zamiast serca bryłę lodu. Niby można ją stopić, niby można nadać jej nowy kształt; można nawet doprowadzić do wrzenia. Ale zanim się to uda, serce takie przez długie lata jest jak błotnista kałuża: bezkształtne, chłodne, zamulone.

piątek, 5 września 2014

Żywy stąd nie wyjdzie nikt

Zrazu pomyślałam, że autorce narzucił się obraz krakowskiego szkieletora, którego od dawien dawna nikt nie jest władny przebudować ani zburzyć - to zaiste mógłby być prototyp.
Przed nami wyrosła wielka, ponura, toporna konstrukcja, pozbawiona jakiegokolwiek stylu, szara bryła Betonowego Pałacu. Tak masywna, że zdawała się przysłaniać większość błękitnego nieba. Blok rzucał cień na Osiedle. Królował nad nim niczym baszta obronna. W równym stopniu strzegł, co zagrażał. Miał piętnaście pięter i powoli popadał  w ruinę. [85]
Ale zaraz potem zdałam sobie sprawę, że co dnia mijam mnóstwo betonowych pałaców rzucających cień na osiedle. Także na to, na którym pracuję. Zdarza mi się w betonowych pałacach bywać; te najstarsze, od wielu lat nieremontowane bywają naprawdę przerażające. Ciągnące się nieomal bez końca odrapane cuchnące korytarze, zdezelowane windy, przepalone żarówki. W takich miejscach przychodziło mi szukać podopiecznych Opiekuna, albo tych, których miałam nadzieję przed nim uchronić.
W tkance wielkiego miasta Osiedle nie jest strukturą metaforyczną; jest jak najbardziej realne i namacalne, choć wielu, którzy nigdy się z nim nie zetknęli, może uznać, że podobnie ukonstytuowane państwo w państwie nie ma prawa bytu. Gaja Grzegorzewska używa zamiennie słowa Osada, wiodąc myśl czytelnika w stronę horroru.  Tak - osiedle to miejsce jak ze złego snu; statek szaleńców na oceanie względnego spokoju. Zważcie jednak, że wejście do betonowego pałacu jest raczej nietypowe:
Schodów prowadzących do jedynej klatki pilnowały na przykład dwa zupełnie absurdalne kamienne lwy, które chłopaki musieli podprowadzić jakiemuś weneckiemu doży sprzed pałacu. [86]

piątek, 8 sierpnia 2014

Pochłaniacz czasu

Sasza nie znosiła słowa "intuicja". Miało zbyt ambiwalentne konotacje wśród policjantów, choć większość z nich posługiwała się intuicją na co dzień. Ale intuicja plus trzeźwa ocena faktów zawsze przynosiły efekt w pracy z ludźmi. Życie to codzienne przesłuchanie, tyle że nie wystarczy słuchać. Trzeba też widzieć. Wtedy nie tylko się słucha, lecz także słyszy. [237]

Może cała ta historia nie wydarzyłaby się, gdyby nie fakt, że Sasza poczuła znajome uczucie buntu. Zderzenie z systemem, którego nie da się zmienić [265].  Fenomenalna scena odprawy w kryminalnym nie pozostawia złudzeń: Sasza ma genialną intuicję, doskonały warsztat, ale w starciu z systemem, reprezentowanym przez samych mężczyzn, będzie musiała wykazać się też nadludzką cierpliwością - nikt z obecnych w salce konferencyjnej nie chce jej słuchać.  Nikt nie chce  s ł y s z e ć, co ma do powiedzenia. Im mocniej profilerka naciska, aby w śledztwie sięgnąć do faktów z zamierzchłej przeszłości, tym częściej słyszy: Po co?
- A co to ma do rzeczy? - oburzyła się Sasza. - Zakłada pan rozwiązanie, zamiast analizować zgromadzone dane. Trzeba wziąć pod uwagę wszystkie hipotezy, a nie te najbardziej oczywistą.
- Nie trzeba szukać mózgu w dupie, skoro jest w głowie - odciął się policjant. Koledzy wsparli go gremialnym śmiechem. [293]
Oczywiście Sasza nie daje za wygraną.

AddThis