Kto potrafi
pomiędzy miłość i śmierć
wpleść anegdotę o istnieniu
zgarniam brunatne plastry książek
Nasłuchuję brzęczenia słów
pomiędzy miłość i śmierć
wpleść
nikt nie potrafi
Halina Poświatowska
Potrafi! Magdalena Tulli potrafi.
Zgarnęłam brunatny plaster "Szumu"
z półki. Wplotła, ach, jak wplotła. Lektura tej niewielkiej
objętościowo powieści wyzwala w czytelniku ogrom emocji. To jedna z tych
książek, o których Michał Nogaś mawia, że rozpruwają żyły.
Oszczędnymi, by nie rzec: ascetycznymi środkami, Tulli odpowiednie daje
rzeczy słowo. Rzecz prosta nie jest. Historia dwóch sióstr, które
zastygły w magmie obozowych traum oraz ich dwojga dzieci, które ów stan
zastygnięcia muszą przyjąć z całym dobrodziejstwem inwentarza, powala,
zniewala i... wyzwala.
Narratorka,
córka swojej matki, dokonuje prawdziwej wiwisekcji: operacja na żywych
emocjach jest precyzyjna i bolesna, ale skuteczna - prowadzi do
oczyszczenia i wybaczenia. Kiedy nacisk skalpela okazuje się nie do
wytrzymania, oddaje głos matce. Matka mówi niewiele, ale z jej słów
odczytujemy biografię osoby, która okrutnie cierpiąc, opancerzyła się
tak skutecznie, że nie miały już do niej przystępu dobre emocje i ciepłe
uczucia. Być dzieckiem takiej matki, to jak w genetycznej ruletce
dostać zamiast serca bryłę lodu. Niby można ją stopić, niby można nadać
jej nowy kształt; można nawet doprowadzić do wrzenia. Ale zanim się to
uda, serce takie przez długie lata jest jak błotnista kałuża:
bezkształtne, chłodne, zamulone.


